Get Adobe Flash player

Na koniec swiata cz.III

Napisane przez Frantic
Oceń ten artykuł
(7 głosów)
Na koniec swiata cz.III
Na koniec swiata cz.III I tak w zasadzie, w naszej łodzi był to ostatni halibut wyprawy. Jeszcze jednego złowił Domin tuż przy przystani... Forest, jako jedyny uczestnik naszej ekspedycji, pomimo ogromnego wysiłku włożonego w poszukiwania tej ryby, musiał pogodzić się z porażką. Nie złowił halibuta. Miał za to piękne czarniaki i dwucyfrowe dorsze. Podziwiać należy jego wędkarski upór...


I tak to jest na tym świecie, że wszystko, co się rozpoczęło, musi się kiedyś skończyć. Wielkie nasze wędkowanie pomału dobiega końca. Trudno rozstać się z falującym morzem... Rozkołysany błędnik długo jeszcze będzie dawał znać o sobie, nie pozwalając utrzymać się nieruchomo na płaskiej podłodze. Jest to jedno z tych odczuć, które uwielbiam, choć tym razem kołysanie na lądzie przyprawiało mnie o mdłości!
Jeszcze trzeba wyczyścić łódkę, odsyfić chałupę, popakować się... Dużo pracy jednym słowem. (Forest oczywiście z Dominem na wodzie...)
Niedziela rano, dochodzi ósma. Foresta i Domina nie ma jeszcze... To chyba karpiarskie zboczenie... Jak już się jedzie na ryby, to na kilka dni od razu Wink
Ala za to my na luziku, wszystko sklarowane, wyspani i spakowani, po śniadanku, możemy wziąć wędki i trochę pospinningować. Filip dał się namówić na mały rekonesans łódką po fiordzie.
Dostajemy telefon od Jarka, że trzeba wracać, bo łódki należy oddać. I jak to zwykle w takich sytuacjach bywa - jeszcze jedno opuszczenie pilkera... Filip zacina dorsza, a chwile później ja mam pod samą łódką branie i rura w dół! Ale to była jazda! Filip już dawno uporał się z 3-kilowym dorszykiem, a ja kwitnę z wygiętym kijem jak na zaczepie... Wreszcie zaczep pomału daje się podholować i okazuje się dorodnym 6-kilowym dorszem.
Ostatni dorsz wyprawy:

 

images43.fotosik.pl/314/fe46cab0b6d00b86m.jpg


Przyjemnie wypuszcza się dorsze w Norwegii i patrzy jak uciekają w czystą toń szmaragdowej i słonej jak diabli wody.
To już jest koniec! Cała naprzód w stronę przystani!

Krótko przed odpłynięciem promu robimy sobie pamiątkową fotkę:

images43.fotosik.pl/313/dd052ebe672c6e1em.jpg


Po zjeździe z miejscowego promu nasze drogi się rozejdą. Piotr, Andrzej, Domin i Fori pojadą prosto do Nynashamn, a my - na północ - kierunek NORDKAPP. Tam, gdzie nasz europejski świat się kończy... Tam, gdzie założyliśmy sobie jeden z celów naszej wędkarsko-geograficznej ekspedycji.

Przyczepę zostawiamy na stacji benzynowej w Alcie, żeby niepotrzebnie paliwa nie tracić - i tak do Alty tą samą drogą musimy się wrócić.

Po drodze mijamy prehistoryczne rysunki naskalne, wykonane przez naszych skandynawskich przodków. Nie sposób obok tego światowego dziedzictwa kultury UNESCO przejść obojętnie, nie zatrzymać się...
Nie sposób.
Paląc prawie sprzęgło, zawracam na jakimś stromym wjeździe (gdyż miejsce to najzwyczajniej w świecie przejechałem), by tam dotrzeć.
Jest po 21.30, Norwegowie dawno już idą spać... Nie ma nawet gdzie biletu kupić. Wchodzimy bez biletu. Najpierw idziemy drewnianym mostkiem do gładkich jak pupa niemowlaka skał. Tam z trudem dostrzegamy ingerencję człowieka w strukturę powierzchni skały. Dalej rysunki są pokolorowane - pewnie aby łatwiej jej było dostrzec.
Nikt nic nie mówi... Wokół cisza.
Dolatuje jedynie plusk fal z pobliskiej zatoki Altafjord.
Staram się cofnąć w czasie o kilka tysięcy lat i zrozumieć co ci ludzie chcieli przekazać, dlaczego właśnie na tym kawałku skały jest tyle treści... Tak zrozumiałej, zarówno dla dzieciaka, jak i dla nas. Motywy hodowlane przewijały się z łowieckimi i rybackimi. Dostrzegłem też motyw wędkarski.

images35.fotosik.pl/169/4294476ed63bc961m.jpg images45.fotosik.pl/315/1256806061fb4e11m.jpg


Chodzimy oczarowani malowidłami. Może nie ich wyrazem artystycznym, gdyż relify nie przypominają tych Michała Anioła, jednak bije z nich ślad historii, który wręcz wybija moją wyobraźnię z rytmu... Każe jej cofnąć się w czasie... Cholera! Szkoda, że tak późno jesteśmy... Szukam odpowiedzi... Ona musi gdzieś tu być... Dlaczego Samowie właśnie te rysunki wykonali? Jedne źródła podają ich wiek na 6000 lat, inne 2500... Być może (z biletem) i z przewodnikiem wiedziałbym więcej. Muszę polegać na swojej wyobraźni.

Prawdopodobnie Wy również nie macie biletu, więc zapraszam Was do darmowej projekcji...

Wyobraźcie więc sobie, że jesteście mieszkańcami rybacko-pasterskiej wioski i właśnie wracacie z połowu swoimi wąskimi, wydłubanymi w drewnie łodziami...

Kobiety, o długich jasnoblond włosach, przepasanych kawałkiem rzemienia, pośrodku wysokiego czoła, piorą na brzegu jakieś szmaty, klepiąc je drewnianymi kijami. Witają was niezgrabnym ruchem rąk i pomagają zacumować łódki. Niejeden pozdrowi swoją żonę uniesieniem ręki, inny tym specyficznym, głębokim spojrzeniem, świdrujących oczu, które przeszyje na wylot i zastygnie w niemym uśmiechu, gdy dwie bratnie dusze spotkają się na poziomie metafizycznym, gdzie jakiekolwiek inne pozdrowienie nie jest potrzebne...
Któryś, nieco bardziej dowcipny kawaler, podszczypie niezamężną młódkę po prawie nagim półdupku, skąpo odzianym w spódnicę ze skóry renifera, wysoko podkasaną i przewiniętą na biodrach.
Jest trochę niegroźnego śmiechu.
Nieopodal, na wzgórzach, staruchy mają baczenie na dzieciarnię, goniącą się między karłowatą sosną. Starsze zaś dzieci, osobno dziewczęta, a osobno chłopcy ot tak - dla zabicia czasu - dłubią kamiennymi rylcami jakieś bohomazy na odkrytych powierzchniach skał... Dziewczynki wspólnie projektują gospodarstwo... Rysują zagrodę, oswajają zwierzęta, chłopcy zaś polują namiętnie. Napinają strzały, celują. Jedna grupa chłopaków zawzięcie ryje rybackie motywy... W tym gwarze i stukocie kamiennych młotków, szukasz swojej pociechy. Jest! Siedzi w grupce dzieci ni to maluchów, ni to podrostków, którzy jak zwykle bawią się kto wyrysuje coś śmiesznego...
Wygrywa srająca klępa... Dzieło Twojego dzieciaka.

images47.fotosik.pl/314/a87521c6221bbb69m.jpg


Salwy śmiechu przerywa Twoje przybycie. Nie wiesz teraz czy go skarcić, że pierdoły ryje
(które po kilku tysiącach lat cały świat będzie oglądał...), czy udasz, że niczego nie widziałeś... Eee, daj mu spokój, w końcu chłopak też musi mieć chwile radości pojmowanej na swój sposób...
Dzieciaki zapominają o rysunkach i nie kończąc ich, rzucają się Wam na szyję, pomagają wtargać ułowione ryby... Spod jasnych kręconych kudłów dostrzegasz dwa czarne węgielki na wprost swojej ogorzałej twarzy. I to jest ta chwila, na którą czekałeś. Mając to kudłate, radosne chuchro na ręku zapominasz o szkwale, który kazał wam wcześniej spłynąć, o pokaleczonych rękach, spieczonym słońcem ramieniu. Posyłasz mu buziaka, który w zasadzie buziakiem nie jest jeno omieceniem szorstką i kosmatą brodą delikatnej, małej buzi dziecka...

Z resztą - sami uruchomcie Swoją wyobraźnię i oglądnijcie krótki filmik:

YouTube Video


A dzieje się to zaledwie kilka tysięcy lat temu.

Miło się przenieść w zamierzchłe czasy, jednak czas nas goni...

Droga na Nordkapp nie jest skomplikowana. W początkowym odcinku zakrętów niewiele - jak po stepie. Grzaliśmy chyba ze 160km/h.

YouTube Video


Renifery skutecznie studziły nasze sportowe podejście do jazdy...

YouTube Video


Po godzinie jazdy, droga zaczęła się nieco dłużyć, gdyż cały czas była to jazda pod słońce, które wisiało nad horyzontem, jak wielka, oślepiająca kula, a zbliżała się północ... Na końcu asfaltu wjazd w dół, do ciemnego tunelu, o długości 8 km. Pod dnem morza Barentsa... Co kawałek wielkie jak młyńskie koła wentylatory przywracają atmosferę, w której się da oddychać. Po wyjechaniu parują wszystkie szyby. Pewnie z powodu różnicy temperatur i punktu rosy.
Dwa kilometry dalej niespodzianka! ponad 270 NOK-ów wędruje do pana z budki; operatora czerwonego światła.
Drogo sobie cenią przejazd tunelem... A z drugiej strony - chyba powinniśmy się od nich uczyć porządku i ekonomicznego myślenia - może udałoby się uzbierać na nowe samoloty... My, Polacy, jedynie chełpić potrafimy się narodowymi tragediami. Trochę mnie to boli, jeśli już w polityczną czy raczej narodową nutę przyszło mi uderzyć.

Kawałek dalej kolejna budka tym razem z miłą, aczkolwiek o wiele więcej kasującą panią... Tym razem stanęło na kwocie 960 NOK... Cholerka... To już nie przelewki, jak wiry się w portfelu robią, jednak trzeba być twardym (jak wspomniany Roman B.) Z uśmiechem na twarzy pozbywamy się pięciu stówek (w przeliczeniu na PLN) i Nordkapp stoi otworem!

Z wrażenia zapominam wyciągnąć naszej narodowej flagi, którą wiozłem tyle kilometrów...
Odwiedzamy sklepik, czynny do 01.00. Drobne zakupy po bajońskich cenach (kupiłem sobie czapeczkę za jedyne 80zł Wink )

images49.fotosik.pl/315/50ff846c8d4a54a5m.jpg


i szorujemy do globusa...

Dotykam metalowej konstrukcji nie wierząc, że tu jestem. Myślę o żonie i dzieciakach, które w domu śpią... o ojcu [*], który nie przypuszczał pewnie nawet, że można do Norwegii na ryby jechać. Nie dożył tych czasów.
Przed globusem jeszcze jakieś niedobitki turystów, czekające na swoją kolej z fotką. Za chwilę odejdą, zapakują się do autobusów i camperów, zrobi się cicho.
Czekamy.
W końcu i nasza kolej. Mamy globus dla siebie! Dalej, jak okiem sięgnąć rozpościera się niezmierzona i bezkresna połać morskiej wody.

images45.fotosik.pl/315/16fc88e3817282bdm.jpg


Jest tam gdzieś w dali pewnie wieczny lód, skrywający tajemnicę odysei Frankensteina, jednak mi wystarcza to, co widzę.

images41.fotosik.pl/310/b1a92b40471fc48cm.jpg images40.fotosik.pl/310/bceaac8373b9b804m.jpg


Orgazm, który rozpoczął się w dniu wyjazdu, tutaj NA KOŃCU ŚWIATA dobiega końca.
W drodze powrotnej już na nic się nie czeka... Idąc z Nordkappu do auta tak sobie myślałem...

Nie wziąłem pod uwagę jednak tych widoków, które żaden malarz nie byłby w stanie odtworzyć, żaden pejzażysta namalować. Norwegia, Finlandia i Szwecja to kraje lasem i wodą płynące. W lasach zwierzęta, w wodach ryby.
Trochę mogę podumać w drodze powrotnej z pozycji tylnego siedzenia. Zaglądam przez ramię do modlitewnika brata:

Wielkie są dzieła Pańskie,
mogą ich doświadczyć wszyscy,
(-)
Ps 111


Doprawdy, wielkie są Jego Dzieła!

W Lulei czekamy na lawetę, która przywozi nam renówkę, a zabiera opla (pokarało nas z tym oplem, choć bez niego łaska Opatrzności nie mogłaby się objawić...). Dalej podziwiamy świat (już coraz ciemniejszy, gdyż z każdą chwilą zbliżamy się do normalnych nocy) i gnamy w stronę Sztokholmu.
Emocje pomału opadają i sen nie pozwala normalnie funkcjonować. Zmieniamy się za kółkiem co 200km. Muli dubeltowo, dzięcioł za kierownicą straszny, chrapanie na siedzeniach. Jakoś radzimy sobie z kryzysem. Stajemy na posiłek. Za puszki nikt się nie zabiera, co by historia fasolówki się nie powtórzyła w innym wcieleniu...

Strzelam fotkę...

images43.fotosik.pl/314/9dc950ab235fdea5m.jpg


ostatnią na obcej ziemi.

Następna będzie miła dla oka jak Matka... W końcu Ojczyzna...
Z górnego pokładu nasza Kosa wydaje się o wiele mniejsza niż z Frantica...

images47.fotosik.pl/314/bef42c61df20b731m.jpg images40.fotosik.pl/310/2992d8e168d4a1a0m.jpg


Jesteśmy w Polsce!



Siedzę w domu przed kompem i mam świadomość, że wszystkiego nie napisałem...
Jednak będę Grekiem i powiem: To trzeba przeżyć... Ta naprawdę trzeba przeżyć, doświadczyć, zakosztować.

Nie wiem czy zdołałem Was oczarować tym, co mnie oczarowało... Jeśli (nie)świadomie wyprowadziłem Waszą wyobraźnię (niczym Flecista z Hameln) na manowce decyzji o wyjeździe, to wiedzcie, że nie robię tego z zemsty (jak ów szczurołap) ale z obowiązku.
Doświadczając czegoś wspaniałego, obowiązkiem jest to przekazać dalej. W przeciwnym wypadku byłbym podobny do człowieka, który skarby zakopuje w ziemi.


Na koniec chciałbym podziękować Prezesowi firmy Expert za użyczenie auta (to, że się zepsuło nie było do przewidzenia, a przecież liczy się gest) i za wspomożenie finansowe naszej wyprawy.

Szczególne podziękowania kieruję do Filipa, bez którego pewnie byśmy taksówką z Warty jechali z powrotem na prom. Wykazał on wiele dzielności w pokonywaniu przeszkód na obcej ziemi.

Podziękowania również należą się Andrzejowi z Głogowa, który zaufał nieznanym sobie ludziom - mam nadzieję, Andrzeju, że było Ci z nami dobrze i że kolejny wypad również w Twoim towarzystwie zaliczymy.

Osobne słowa wdzięczności kieruję do firmy ORCA, na której gumowe przynęty połowiliśmy nasze rekordowe ryby!

Szczególne i te najważniejsze podziękowania należą się firmie EVENTUR FISHING. To ona pomogła nam zrealizować nasze marzenia, zaproponowała miejsce, pilotowała warunki bytowe i była zawsze do naszej dyspozycji. Dzięki pani Justynie z Eventuru nie mieliśmy problemów z przebukowaniem biletów w ostatniej chwili oraz wiedzieliśmy, że mamy w kraju "dobrego ducha", z którym można wszelkie sprawy trudne rozwiązać.

Wszystkim, którzy przyczynili się do powodzenia tej wyprawy, jej uczestnikom za wspaniałą atmosferę oraz rodzinom - za zrozumienie swoich facetów i ich chłopięcych pasji...
bardzo, bardzo dziękuję!




Dodaj komentarz



Logowanie



Wiadomości prywatne

You are not logged in.

Get Adobe Flash player

Portalowe gadżety

Twój koszyk jest pusty


Get Adobe Flash player